W cieniu COVID-19. Praca Sanepidu podczas pandemii

09.06.2020

 
Pracownicy Sanepidu o swojej pracy podczas pandemii koronawirusa - cztery miesiące od pierwszego potwierdzonego przypadku zakażenia w województwie lubelskim.
 
 
Jeszcze pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 nie powiedziała ostatniego słowa. Wiele się jednak zmieniło od 9 marca 2020 r., kiedy potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia w województwie lubelskim. Dzienne przyrosty nowych zakażeń oddały pierwszeństwo kolejnym „ozdrowieńcom”. Perspektywa leku, opracowywanego przez specjalistów z Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie pod kierunkiem prof. dr. hab. Krzysztofa Tomasiewicza, dała nadzieję na skuteczną walkę z koronawirusem, na przyszłość. Nie straszy już tak kwarantanna, czy nadzór epidemiologiczny; spowszedniały testy na obecność COVID-19. Znoszone są kolejne restrykcje, wracamy do „normalności”. Czy więc nadchodzi moment, żeby zapytać jak zmieniła się społeczna mentalność w tym czasie? Czego się nauczyliśmy?
 
Minione cztery miesiące dla pracowników wojewódzkiej i powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych nie były usłane różami. Ale i nie tego się spodziewali. Dla w sumie 435 osób dbających o bezpieczeństwo zdrowotne ponad 2 milionów 117 tysięcy mieszkańców województwa lubelskiego, pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 była skokiem na głęboką wodę. Bez zbędnych pytań, bez kompromisów, czasem bez oglądania się wstecz. Takiej epidemii w takiej skali w naszym regionie dawno nie było. Nie było w Polsce. Zmęczenie, strach, stres – to przyszło później. Najpierw była adrenalina i konieczność poruszania się w sprawnym, szybkim i niezawodnym systemie. Na miarę potrzeb i często powyżej oczekiwań.
 
- Ludzie nie zdają sobie sprawy iloma czynnościami i jaką pracą jest poprzedzony każdy otrzymany wynik każdego pacjenta. Ile osób musiało być zaangażowanych, aby konkretny człowiek usłyszał wynik i ile będzie jeszcze zaangażowanych, jeśli wynik badania okaże się dodatni – podkreśla Maria Jolanta Korniszuk, Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Lublinie. – Pandemia spowodowała konieczność pełnej gotowości do pracy niezależnie od dnia i godziny. Pracownicy inspekcji sanitarnej to rozumieją. Kiedy należy opracować ognisko, zebrać wywiad epidemiologiczny, zorganizować kwarantannę, podjąć działania, które zweryfikują informacje pozyskane od pacjenta lub uzupełnią brakujące, a przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo epidemiologiczne osobie z wynikiem dodatnim i osobom z kontaktu – nikt nie patrzy na zegarek, nie spieszy się do domu.
 
Chociaż gdyby nie dom i nie ci, którzy w nim czekają, nie byłoby siły na kolejny dzień, który zaczyna się nieraz przed świtem, a kończy długo później, niż wyznaczony standardowym czasem etatu. Na pytanie, jak epidemia zmieniła Państwa życie? – pracownicy sanepidu kiwają głowami. – Liczy się tak naprawdę tu i teraz oraz to, co będzie za chwilę. Nikt nie snuje planów, nie mówi o życiu prywatnym czy rodzinnym. Nasze rodziny musiały się z tym pogodzić, że najważniejsza jest walka z epidemią i to, aby nie pojawiały się nowe zachorowania. – Kiedy na początku epidemii dzwonił w nocy mój telefon, moi bliscy się denerwowali, a teraz pytają: czy dobra wiadomość? Koronawirus stał się częścią naszej rodziny – dodaje Renata Kunc-Kozioł, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Lublinie. – Podobnie jest u pracowników. Znają swoje zadania. Dla nich jest oczywistym, że za każdym ich działaniem stoi człowiek ze swoją historią, któremu trzeba pomóc. Dlatego nagonkowe komentarze, powielające płytkie opinie są bardzo krzywdzące, deprecjonują ciężką pracę i osoby, które ją wykonują. Przecież nie dla prestiżu..... – Pracując w stanie epidemii jesteśmy jak w kołowrotku, czasem po prostu nie wiemy, jaki jest dzień tygodnia. Kanapki przyniesione z domu najczęściej tam wracają po całym dniu, a kawa – kto ma czas na kawę… – mówi Magdalena Smolińska-Kornas, rzecznik prasowy WSSE w Lublinie. – Nasze rodziny zostały poświęcone w walce z koronawirusem, podobnie jak lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych. Tylko, że o nas się nie mówi – dodaje.
 
Całodobowa infolinia, uruchomiona specjalnie w kontekście pandemii koronawirusa, miała za zadanie rozwiewać wątpliwości mieszkańców i być dla nich kołem ratunkowym. Faktycznie, pracownicy sanepidu odpowiadają na szereg pytań od najbardziej ogólnych odnośnie wprowadzonych w kraju przepisów i ograniczeń podczas stanu epidemii, poprzez informowanie jak się chronić przed zakażeniem, czy zachować podczas kwarantanny i co robić kiedy ministerialna aplikacja Kwarantanna Domowa nie działa, skończywszy na wyjaśnianiu zasad wykonywania wymazów, przyjmowania do szpitala zakaźnego, czy wreszcie instruowaniu lekarza co powinien zrobić z pacjentem z podejrzeniem COVID-19. Pandemia koronawirusa wymogła na pracownikach powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych posiadanie podstawowej wiedzy na temat koronawirusa i postępowania z nim, niezależnie od dotychczas zajmowanego stanowiska i działu.
 
Najtrudniejsze pytania? – Każdy człowiek dzwoniący na alarmową infolinię ma konkretny problem, dla niego najważniejszy, a nie na wszystkie sprawy są konkretne przepisy. Nie jesteśmy specjalistami w każdej dziedzinie, dlatego jeśli sami nie potrafimy pomóc, to kierujemy do osoby czy instytucji, która może. Nie zostawiamy nikogo samemu sobie z jego problemem – mówi Sylwia Popławska z PSSE w Lublinie. – Epidemia we wszystkich wywołuje silne emocje, dlatego staramy się zachować spokój i rozładować napiętą sytuację. Nie zawsze jest to łatwe. Czasem wystarczy proste słowo otuchy, ale nieraz osoby dzwoniące ze złością rzucają słuchawką wcześniej oskarżając nas, że jesteśmy leniwi, nieudolni i nie chcemy pomóc. Co wtedy robicie ze swoimi emocjami? – To praca, choć niełatwa. Trzeba do tego podejść profesjonalnie. Dla mnie najważniejsze jest pomóc drugiemu człowiekowi, który jest po drugiej stronie słuchawki. To jest dla mnie priorytetem. Ale skąd brać na to siłę? – Czasem się nad tym zastanawiam. To jest chyba misja – ja to tak odczuwam. Jesteśmy dla ludzi, a nie przeciw nim. Myślę, że większość moich koleżanek i kolegów też tak podchodzi do tej pracy, zwłaszcza teraz. Widzimy potrzebę i chcemy pomóc drugiemu człowiekowi. Bez patosu, po prostu.
 
Kilkadziesiąt segregatorów opisanych w znanym dla pracowników sanepidu systemie dokumentuje pracę działu epidemiologii w każdej powiatowej stacji. Każdy z nich to odrębna i kompletna historia konkretnych przypadków potwierdzonych, osób będących w izolacji domowej czy instytucjonalnej, dat planowanych wymazów, a także adnotacje dotyczące braku wirusa lub o jeszcze trwającym zakażeniu. Całość sprawy. Każdy segregator to też historia wielu rozmów z lekarzami, policjantami, dyspozytorami medycznymi, szpitalami, służbami samorządowymi... – Pomagamy, tłumaczymy sposób działania i podejmowane decyzje, wyjaśniamy dlaczego musimy się trzymać konkretnych dat. Nie ma możliwości wypracowania schematu pasującego do wszystkich, bo każdy przypadek jest inny. W tym co robimy, chcemy być nie tylko w zgodzie z przepisami prawa, ale też w zgodzie z własnym sumieniem – mówi Agnieszka Białkowska, Kierownik Sekcji Chorób Zakaźnych, PSSE w Lublinie. Jak to wygląda w praktyce? – W momencie uzyskania pozytywnego wyniku, docieramy natychmiast do tej osoby, zbieramy dokładny wywiad epidemiologiczny odnośnie osób z bliskiego kontaktu uwzględniając okres wylęgania się choroby, analizujemy gdzie dana osoba pracuje, z kim się spotyka, zawodowo i prywatnie oraz ustalmy dane kontaktowe tych osób, obejmujemy te osoby kwarantanną lub nadzorem epidemiologicznym, zlecamy wymazy, ustalamy transport medyczny do szpitala czy do izolatorium po konsultacji lekarskiej, analizujemy kiedy najlepiej zrobić wymaz kontrolny... – to tak w skrócie. Faktycznie, jest to wieloetapowy proces polegający na wydawaniu wielu decyzji, zbudowany na wiedzy, doświadczeniu i chęci pomocy. Staramy się jak najszybciej przeciąć drogi szerzenia się koronawirusa. I to się póki co udaje.
 
Laboratoria działające na terenie województwa lubelskiego od początku pandemii wykonały ponad 38 tysięcy testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2, z czego ponad 18 tysięcy laboratorium Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie, jeden z liderów w skali kraju. Jednak nie tyle istotna jest sama liczba wykonanych testów, co dobra kwalifikacja osób do wymazów i zachowanie kryteriów kwalifikacji. Badania diagnostyczne dają wartość wiarygodną tylko wtedy, kiedy są wykonane w określonym czasie trwania zakażenia.
 
Jak podkreślają diagności laboratoryjni pracujący w laboratorium WSSE w Lublinie, powszechnie ludziom testy kojarzą się z popularnymi, dostępnymi na rynku testami ciążowymi, w których wynik otrzymuje się po kilku minutach. W przypadku badań prowadzonych w kierunku COVID-19 mamy do czynienia z bardzo skomplikowanymi testami genetycznymi, gdzie procedura prowadząca do otrzymania wiarygodnego wyniku jest długa. Polega ona – mówiąc w skrócie – na dokładnym opisaniu przywiezionej próbki, wyizolowaniu materiału genetycznego, poddaniu go specjalistycznej obróbce, aż do otrzymania wyniku, opracowania go i odpowiedniej interpretacji - co może zrobić tylko doświadczony diagnosta laboratoryjny, mający określone kwalifikacje w zakresie chorób zakaźnych. Tego nie może robić każdy, kto ma dyplom. Zwykle proces w przypadku jednej próbki trwa od 4 do 6 godzin, choć rzadko opracowywane są pojedyncze próbki, najczęściej są to pakiety. Nie ma jednak takiej sytuacji, że próbki leżą i czekają, aż się nimi ktoś zajmie. Wszystkie są na bieżąco opracowywane. – Na każdym etapie ważna jest precyzja – tu nie można się pomylić, ponieważ każda próbka to konkretny człowiek, który czeka na wynik – dodaje Agata Galek, kierownik Pracowni Wirusologicznej WSSE w Lublinie.
 
Początki pracy laboratorium WSSE w Lublinie, które w tydzień zostało przekształcone w specjalistyczne laboratorium COVID-19, były bardzo trudne. – Każdy opuścił swoje rodziny, spędzał tu mnóstwo czasu i nie dlatego, że nas ktoś go do tego zmuszał, ale ze względu na poczucie odpowiedzialności za innych. Takie poczucie mamy nadal. Wychodząc z pracy nieraz po kilkunastu godzinach, nadal jesteśmy pod telefonem, tłumaczymy, przesyłamy dane. Przy tym, nikt nie ma do nikogo pretensji, że coś trzeba załatwić w nocy. Pozytywny wynik zawsze niesie konsekwencje dla wielu osób – nie tylko dla konkretnego pacjenta. Mamy tego świadomość i dlatego pracujemy – mówi Agnieszka Nemś kierownik Działu Laboratoryjnego WSSE w Lublinie. Co jest w Waszej pracy najtrudniejsze? – Nieraz słyszymy pytania, dlaczego tak powoli pracujemy, albo jesteśmy straszeni skargą do naszych przełożonych na naszą opieszałość. Czasem na to słów brakuje, a czasem jest nam po prostu przykro. Najbardziej frustrujące jest to, że do tej pory, zanim wybuchła epidemia koronawirusa, cieszyliśmy się dużym zaufaniem społecznym. A teraz, chociaż tak samo skrupulatnie wypełniamy wszystkie wytyczne Głównego Inspektora Sanitarnego czy Ministra Zdrowia, nasza wiarygodność stawiana jest pod znakiem zapytania – dodaje. – Tymczasem, jednym kliknięciem nie da się zebrać wywiadu epidemiologicznego, wysłuchać człowieka i jego wątpliwości, czy sumiennie odpowiedzieć lekarzowi na pytania o wynik badania. Praca sanepidu w kontekście pandemii koronawirusa to stała gotowość tu i natychmiast do pracy i współpracy z wieloma różnymi organami i podmiotami oraz do koordynowania różnych działań pod presją czasu, przy jednoczesnej świadomości bardzo dużej odpowiedzialności za wszystkie podejmowane decyzje – podkreśla Maria Jolanta Korniszuk.
 
Skąd bierze się brak zaufania do autorytetów medycznych i do tych, którzy na co dzień pracują na rzecz zdrowia publicznego? – Nie trudno zauważyć, że wszyscy wszystko wiedzą lepiej. Ciągle powracające pytania o liczbę wykonywanych testów wynikają z jednej strony z braku zaufania, a z drugiej - z braku wiedzy merytorycznej. Tymczasem, rekomendacje do podejmowania określonych działań zawsze wynikają z aktualnej sytuacji epidemiologicznej nie tylko w Polsce, ale też w krajach sąsiednich – tłumaczy Maria Jolanta Korniszuk. – Ponadto, epidemia odkrywa słabości, które funkcjonują w społeczeństwie na co dzien. To nie jest tak, że w tej chwili są oczekiwane od nas nadzwyczajne zachowania. Zasady obowiązujące w czasie epidemii, jak np. dotyczące utrzymania higieny rąk, to nie są nowe kwestie. Epidemia odkryła braki przestrzegania tych zasad – dodaje. Pandemia koronawirusa zmieniła świadomość społeczną, tylko czy na długo?
 
- Raporty do wysłania do różnych instytucji, niekończące się tabele Excela dotyczące sytuacji epidemiologicznej, maile z prośbą o pilną odpowiedź, wnioski o udostępnienie informacji publicznej, decyzje o nałożeniu lub wygaszeniu kwarantanny, listy wymazowe, ogniska choroby, sprawozdania dla parlamentarzystów proszących o niezwłoczne przedstawienie zestawień z podziałem na dni i powiaty, komentarze i sprostowania, dodatkowe sprawozdania w tzw. wolnej chwili, setki telefonów od mieszkańców, powiatowych stacji, służb i dziennikarzy, zarzuty na nasze lenistwo, że nie chcemy pomóc i ukrywamy dane… – to nasza codzienność ostatnich kilkunastu tygodni – mówią pracownicy sanepidu. Co jest teraz? – Zmęczenie, ale robimy dalej swoje. Każdego dnia na nowo zderzamy teorię z praktyką. Nie chodzi o to, żeby ktoś nas żałował. Zależy nam, aby mówiono prawdę o naszej pracy. Tylko tyle i aż tyle.
 
 
Rozmawiała: Agnieszka Strzępka
 
Dziękujemy Pani Marii Jolancie Korniszuk, Państwowemu Wojewódzkiemu Inspektorowi Sanitarnemu w Lublinie oraz pracownikom Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie, a także Pani Renacie Kunc - Kozioł, Państwowemu Powiatowemu Inspektorowi Sanitarnemu w Lublinie oraz pracownikom Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie za otwartość i podzielenie się doświadczeniem pracy w czasie pandemii koronawirusa.